Imitacja marmuru, jakiej jeszcze nie było.

Kolekcję Tele di Marmo wyróżniają  rzadko spotykany biało-czarny marmur oraz ciekawe dekoracje imitujące mozaikę z drobnych elementów

W płytkach ceramicznych regularnie są odgrywane te same motywy. Niektóre - jak na przykład płytki nawiązujące do metali - powtarzają się cyklicznie, inne – jak imitacje drewna czy kamienia – są popularne przez wiele lat. Dlatego coraz trudniej, wśród nowych kolekcji, znaleźć coś, co w jakiś szczególny sposób będzie wyróżniało się wzornictwem. Wydaje się czasami, że wszystko już było. Ale tylko – wydaje. Udowadnia to seria Tele di Marmo, włoskiego producenta Emil Ceramica.

To kolekcja 4 imitacji marmuru. Występuje w niej kilka wymiarów płytek, ale najbardziej spektakularne są te, które mają rozmiar 120x240 i grubość zmniejszoną do sześciu i pół milimetra.

Ponieważ nazwy każdego z kolorów zawierają w sobie nazwiska znanych malarzy, więc możemy podziwiać imitacje nazywające się Statuario Michelangelo, Brecia Braque, Frappucino Pollock i Calacatta Renoir.

Moim zdaniem, na szczególną uwagę zasługują dwie ostatnie, z których Calacatta Renoir jest prawdziwą gwiazdą – nie widziałam wcześniej, wśród imitacji marmuru tak intensywnego, grafitowego użylenia. Udział ciemnego koloru sprawia, że trudno tę płytkę nazwać białą. I robi ona niesamowite wrażenie.

Frappucino to, z kolei, marmur brązowy, który też nie jest zbyt często spotykany, który urzeka przebijającymi się, ciepłymi tonami.

Ale nie tylko podstawowe płyty są siłą tej kolekcji. Dużym jej atutem są dekoracje, wyglądające jak mozaiki złożone z drobnych elementów – pasków lub kostek. Pozwalają one osiągnąć imponujący efekt wizualny.

Już niedługo będą mogli to ocenić odwiedzający Salony Wyposażenia Wnętrz Max-Fliz, bo seria ta wkrótce u nas zagości.

 

Monika Gibes

KTO ZA TYM STOI?

Monika Gibes – od niedawna w zespole Max-Fliz, w branży od tak dawna, że woli nie pamiętać. Jej pasją są płytki ceramiczne – zapytana, potrafi o nich opowiadać godzinami, więc czasami lepiej nie pytać. Chomikuje w sobie wiedzę zawodową, którą chłonie przez osmozę – kontakt z każdym fachowcem jest dla niej okazją do dowiedzenia się czegoś nowego. W swojej pracy najbardziej ceni możliwość rozwijania się, dowiadywania się stale czegoś nowego oraz – relacje międzyludzkie.

Prywatnie – aktywistka nieformalnego ruchu działającego na rzecz używania wołacza, matka nastoletniego syna i serwis sprzątająco-karmiący dwóch kocich futer. Humanistka z przekonania i ścisły umysł – z natury. Jedna z współautorek projektu charytatywnego „Macierzyństwo bez lukru”.

NOWOŚCI MAX-FLIZ
Salon roku 2017, gazele biznesu 2017