Wywiad z Wojciechem "Bosmanem" Kędroniem: człowiekiem-ikoną Max-Fliz

Wojciech Kędroń Max-Fliz Kraków

Niegdyś – kierownik działu łazienek, później – manager salonu Max-Fliz w Krakowie, dziś – członek zarządu. Wojciech „Bosman” Kędroń to człowiek sukcesu, choć sam skromnie temu zaprzecza.


Wywiad prowadzi Monika Turska

Magnetyzm Formy Wojciech Kędroń


Red.: Przeszedł pan długą drogę od handlowca, poprzez managera salonu aż po członka zarządu Max-Fliz. Droga pewnie nie była łatwa. Jak ocenia ją Pan z perspektywy 17 lat pracy?


Wojciech Kędroń: Dziś, z perspektywy czasu, uświadamiam sobie, że każdy etap mojej ścieżki w Max-Fliz był ważnyi miał wpływ zarówno na to gdzie jestem teraz, ale też jakim jestem człowiekiem. 17 lat temu, dokładnie 1 maja – w dniu, w którym przyszedłem po raz pierwszy do firmy, poczu-łem, że to będzie moje miejsce na dłużej. Ale dopiero teraz widzę, że bycie przez tak długi czas handlowcem, dało mi też dużo możliwości przekazywania innym osobom pracującym “w sprzedaży”, jak właściwie budować relację z Klientami, jak badać ich potrzeby, jak, po prostu, zaprzyjaźnić się z nimi.

Większości sprzedawców wydaje się, że powinni zacząć od poznawania produktów, które mają sprzedawać, podczas gdy w rzeczywistości najważniejsze jest poznanie Klienta. Zrozumienie kim on jest, co się dzieje w jego świecie, jak wygląda jego dzień, jakie są jego cele i jak można je zmierzyć. Czasami trzeba się też zastanowić jak przekonać Klienta do zmiany przyzwyczajeń – to niezwykle istotne np. przy nowinkach technologicznych, które pojawiają się na rynku i zwiększają komfort życia. Dlatego tak ważne jest rozpoznawanie potrzeb Klienta, budowanie relacji na wartościach, a nie na produktach. Produkt jest ważny, ale nie najważniejszy. Mnogość ekspozycji jest ważna, ale znów – nie najważniejsza. Najważniejsze są relacje.

Do dzisiaj mam Klientów, którzy, choć nie zajmuję się już sprzedażą bezpośrednią, ciągle mają poczucie, że ze mną dokonają w Max-Fliz najlepszych wyborów. To bardzo miłe i budujące uczucie, że mimo upływających lat, wciąż pamiętają i o mnie, i o firmie, w której pracuję.
Wojtek Bosman Kędroń
W 2013 roku zostałem kierownikiem działu łazienek, w którym wcześniej pracowałem jako handlowiec. Wpływ na tę decyzję miał właściciel firmy (Piotr Kurleto – przyp. red.), który zauważył, że cieszę się dużym autorytetem, a ludzie, z którymi pracuję, darzą mnie szacunkiem i zaufaniem. Wtedy wydawało mi się to prostym zadaniem, znałem tych ludzi, wiedziałem jak im pomóc, zmotywować, poprowadzić. Zostałem nawet przez nich ochrzczony ‘Bosmanem’, czyli kimś, na kogo zawsze mogą liczyć, który będzie ich wspierał i pomagał rozwiązywać ciężkie tematy i problemy, których w branży handlowej jest niemało. I tak zostało do dziś (śmiech). Jako manager zrozumiałem, że moją najważniejszą rolą jest komunikacja z ludźmi, z którymi pracuję na co dzień w Max-Fliz, gdzie mówię im o przyszłości, celach firmy i sposobach na ich realizację. To tak zwane ‘zarządzenie przez szwędanie’, dzięki któremu ludzie mogą poczuć i zrozumieć jak ważną pełnią w Max-Fliz rolę. Każdego dnia znajduję czas, aby spojrzeć w twarz ludziom, którym przewodzę, by uświadomić sobie, że to mój największy kapitał. Moja załoga.
Moja rola jako managera salonu stała się z czasem bardziej dojrzała, a zawdzięczam to głównie rozmowom z prezesem Max-Fliz Piotrem, który przekazuje mi swoje doświadczenie, sposób myślenia, rozwiązywania i zapobiegania problemom. Jednym słowem przekazuje mi kulturę biznesową, która jest szalenie istotna przy prowadzeniu tak dużej firmy.

Red.: Jak postrzega Pan pojęcie sukcesu, który Pan osiągnął?

Wojciech Kędroń: Dziś jeszcze nie traktuję tego w kategorii sukcesu. To raczej pewnego rodzaju satysfakcja. Miarą sukcesu dla mnie jest na przykład zdobycie wszystkich ośmiotysięczników. Ja na razie zdobyłem może dwa (śmiech). Byłem dobrym handlowcem i kierownikiem działu łazienek. A te szczyty zdobyłem głównie dzięki ludziom, z którymi miałem możliwość pracować. To ich rozwój, budowanie kariery, wzajemne motywowanie do sprzedaży, jednym słowem ich sukces jest dla mnie największą satysfakcją.

Red.:  Nie kusiło Pana nigdy odejść z branży i zacząć wszystko na nowo, w nowej dziedzinie? W czym, poza wnętrzarstwem, czułby się Pan dobrze?

Wojciech Kędroń: Ciekawe pytanie. Tak naprawdę nigdy się nad tym nie zastanawiałem… Oczywiście, przez okres 17 lat zabiegały o mnie inne firmy, ale ja jednak czułem, że Max-Fliz dla mnie to coś więcej niż firma – to rodzina. A rodzina zobowiązuje. A czy jest branża, w której bym się odnalzł? Jedyne co teraz, na gorąco, przychodzi mi do głowy, to, że nie od parady nazywają mnie Bosmanem. Myślę, że służba na morzu to coś, do czego mógłbym wrócić. Spędziłem tam dwa lata, a nauczyła mnie ona pokory, dyscypliny i, co najważniejsze, współpracy w zespole. Ludzie w zespole, w załodze, z dobrym kapitanem, któremu ufają, mogą osiągnąć naprawdę wiele. Tę umiejętność wykorzystuję dziś w pracy managera i członka zarządu w Max-Fliz.

Red.:  W ostatnich latach Max-Fliz postawił na kompleksowość. Początek 25 lat temu dały płytki ceramiczne, potem doszło wyposażenie łazienek. Dziś Max-Fliz to pełna oferta wnętrzarska – meble, oświetlenie, drzwi, podłogi, kuchnie, wizualizacje wnętrz… Skąd taka decyzja?

Wojciech Kędroń: To właśnie jest kompleksowość (śmiech). Decyzja ta wynikała z niczego innego tylko ze zgłaszanych nam potrzeb Klientów i złożoności ich zamówień. My po prostu wyszliśmy do nich z odpowiednio przygotowaną ofertą. To było konieczne i korzystne. Opłacalność takiej polityki widać czarno na białym w wynikach sprzedażowych. Późniejsze stworzenie własnych marek było tylko kwestią czasu i wypadkową potrzeb Klientów i naszej chęci uszycia wnętrza na miarę, wykończenia domu w jednym miejscu od A do Z. Do tego postawiliśmy na ludzi, którzy naprawdę pasjonują się wnętrzarstwem, umieją obserwować, wyciągać wnioski, angażują się w stworzenie oferty dla konkretnego Klienta. To oni współtworzą markę Max-Fliz swoją jakością obsługi a nie tylko ‘podaniem produktu’ z półki.
25 lat Max-Fliz
Red.: Skąd czerpie Pan wiedzę jak współzarządzać tak dużą firmą? Przecież to ponad 200 osób w samym Krakowie!

Wojciech Kędroń: Tak jak już wcześniej wspominałem, ta wiedza pochodzi głównie od właścicieli Max-Fliz. Po pierwsze od założyciela firmy – Piotra (Kurleto – przyp. red.), który przekazuje mi swoje cenne, wieloletnie doświadczenie w branży, uczy jak unikać i rozwiązywać problemy, ale przede wszystkim jak współtworzyć firmę z ludźmi. Bo bazą i fundamentem Max-Fliz są ludzie. Świetni fachowcy, doradcy, projektanci, logiści i managerowie, ale także magazynierzy i serwisanci. Każdy z głową pełną pomysłów, z codziennymi problemami, z marzeniami i lękami. Zrozumieć ich i wyjść im naprzeciw – to, myślę, nasz klucz do sukcesu. Mam poczucie, że świadomość bycia zespołem, a nie trybikiem w maszynie, otwiera naszym współpracownikom oczy na nowe możliwości i ośmiela do patrzenia dalej, poza horyzont.

Założyciel Apple – Steve Jobs – powiedział kiedyś; „To bezsensu zatrudniać mądrych ludzi, by potem mówić im co mają robić. My zatrudniamy mądrych ludzi po to, aby to oni mówili nam co mamy robić”. To zdanie doskonale nas definiuje. Codzienna rozmowa, analiza możliwych rozwiązań, dyskusja, wymiana myśli i pomysłów – dzisiaj komunikacja wewnątrz firmy jest zupełnie nie do przecenienia! To bezcenna wartość, która przyświeca mi w codziennej pracy managera.

Oczywiście, jak każdy szanujący się manager, muszę sięuczyć, rozwijać. Stanie w miejscu w poczuciu własnej wartości do niczego nie prowadzi. Swój rozwój osobisty zawdzięczam głównie szkoleniom, do których Max-Fliz zatrudnia najlepszych specjalistów i liderów branży zarządzania. Do tego codzienna lektura fachowej literatury, magazynów branżowych – moim faworytem jest Harvard Business, skąd płynie nieprzerwana rzeka informacji od światowej sławy autorytetów, wykonujących pokrewny mojemu zawód. To źródło tajników zarządzania firmą, budowania zespołów sprzedażowych, motywowania i współtworzenia środowiska pracy, po to, aby ludziom chciało się chcieć.

Red.: Czas potwierdzić plotki, że Max-Fliz Kraków nie poprzestaje na jednym salonie przy Zakopiańskiej 58. Otwiera się nowy punkt – to nowy etap w rozwoju. Skąd taka decyzja? Na jaki asortyment postawi Max-Fliz na Jasnogórskiej?
Bosmann
Wojciech Kędroń: Decyzja o otwarciu nowego salonu w Krakowie dojrzewała w nas od dawna. Od wielu naszych Klientów z północnej części Krakowa dostawaliśmy informacje, że nie mogą dojechać np. na wizualizację na konkretną godzinę, ze względu na zwiększony ruch w mieście, wypadek czy remonty na ulicach. Kraków nie jest wyjątkiem jeśli chodzi o stopień zakorkowania ulic – Zakopiańska 58, gdzie stoi nasz salon-matka, znajduje się w południowej części Krakowa, Jasnogórska 4 to ‘wylotówka’ na Olkusz i północny węzeł komunikacyjny. Przedostanie się z jednej części do drugiej czasem wymaga naprawdę sporych umiejętności logistycznych, cierpliwości i czasu. Postanowiliśmy więc ułatwić życie naszym stałym i nowym Klientom i otworzyć drugi salon właśnie tam.

Asortyment, który dostępny będzie w nowym salonie przy Jasnogórskiej 4, to wybór sprawdzonych marek własnych. Na 800 m2 pokażemy przykładowe aranżacje łazienek z płytkami ceramicznymi i gresami marki Max
Home. Nie zabraknie też działu mebli i oświetlenia, gdzie pokażemy dobrą jakość w dobrej cenie w wykonaniu marek Maxliving i Maxlight, które cieszą się dużym uznaniem naszych Klientów. Pokażemy również najmodniejsze perełki aranżacyjne – płyty wielkoformatowe.

Jasnogórska to będzie taki Max-Fliz w pigułce – najbardziej popularne produkty zaraz obok sprawdzonych materiałów wykończeniowych. Chcemy, by Klient, wchodząc pod nasz dach, mógł wyposażyć swój dom czy mieszka nie bez konieczności kluczenia po wielu sklepach – jedno miejsce, jeden doradca. W ten sposób można lepiej dopasować ofertę pod preferencję indywidualnego Klienta.
Łatwiej zrozumieć jego potrzeby, oczekiwania i wyjść im naprzeciw. Klient zyskuje wówczas pewność, że jego dom będzie wyposażony zgodnie z oczekiwaniami, oszczędza czas (korki w Krakowie pomiędzy centrami handlowymi są już legendarne) i, nie bójmy się tego powiedzieć – pieniądze. Zakup wszystkiego pod jednym dachem to korzyść, jaką chcemy zapewnić naszym Klientom. Nie chcę za dużo zdradzić, aby zostawić naszym Klientom tę nutkę oczekiwania i niespodzianki na uroczyste otwarcie naszego nowego salonu już 16 września. Sam jestem bardzo tego ciekaw...

Red.:  Wiemy, że poszukiwanie pracowników trwało dłużej niż Pan zakładał. Z czym było to związane, czy rynek nie dysponuje wykwalifikowanymi doradcami?

Wojciech Kędroń: Otwarcie salonu na Jasnogórskiej wiązało się z nie lada wyzwaniem jakim jest znalezienie kompetentnych ludzi na stanowisko doradcy handlowego. Od dłuższego czasu chodziła mi po głowie myśl, by osoby, które mają pracować w nowym salonie, łączyły funkcję doradcy handlowego i projektanta. Tak postawione cele i profile osobowe wymagały dłuższego czasu realizacji, ale dziś mamy już skompletowaną 15-sto osobową załogę, która współtworzyć będzie markę Max-Fliz.

Red.: Wiemy, że jest Pan spełnionym mężem i ojcem – jak udaje się Panu łączyć życie rodzinne z prowadzeniem firmy?

Wojciech Kędroń: Te dwa światy muszą się przenikać nawzajem. Jest czas na pracę i jest czas na odpoczynek. To oczywiście pięknie brzmi, ale w mojej rzeczywistości często bywa tak, że niekiedy konieczna jest również praca godzinach ‘domowych’. To jest nierozerwalnie związane z odpowiedzialnością stanowiska i zaangażowaniem, jakie pojawia się, gdy praca człowieka satysfakcjonuje. Dlatego z tego miejsca chciałbym podziękować swojej żonie Kasi. W ciągu tych nastu lat kiedy jesteśmy razem życie doświadczyło nas na różne sposoby. Miewaliśmy oczywiście dobre i złe chwile, i pomimo tego moja żona trwa przy mnie, jest mi oparciem i moim najlepszym przyjacielem. Często zdarza mi się rozmawiać z nią o rzeczach, które spotykają mnie w pracy, a ja zawsze na nowo odkrywam, że wystarczy mi to, że jest, że potrafi mnie wysłuchać. To nić porozumienia i zrozumienia, która u nas zdała egzamin najlepiej.
5 lat temu pojawił się w naszym świecie Tomuś – ukochany syn. Nasze życie, jak u wielu innych młodych rodziców, wywróciło się do góry nogami. Choć prawdę mówiąc to jej życie wywróciło się do góry nogami. A ja od tego dnia codziennie uświadamiam sobie, jak puste i mało wartościowe byłoby życie bez nich. To oni dają mi prawdziwe poczucie spełnienia, satysfakcji i radości z życia. To dla nich mam siłę wstawać codziennie i zmagać się z problemami codzienności. To dla nich to wszystko. Dzięki nim jestem po prostu szczęśliwy. Wszystko jest prostsze, kiedy w domu czeka na Ciebie ktoś, kto Cię rozumie.


Red.: Dziękuję za rozmowę. Wszyscy w Max-Fliz trzymamy kciuki za nowe inicjatywy i przedsięwzięcia.  




NOWOŚCI MAX-FLIZ
Salon roku 2017, gazele biznesu 2017